Lady Wiadomości branżowe

Ryby mają głos. Również w dziedzinie zdrowia i urody

Jak się okazuje, ryby mają głos, i to nie tylko w wigilię. Kontrowersyjna teza, że „dzieci i ryby głosu nie mają” od wieków była mądrością narodów. Okazuje się jednak, że to nie ryby są nieme, tylko człowiek

Jak się okazuje, ryby mają głos, i to nie tylko w wigilię. Kontrowersyjna teza, że „dzieci i ryby głosu nie mają” od wieków była mądrością narodów. Okazuje się jednak, że to nie ryby są nieme, tylko człowiek głuchy i z właściwą sobie arogancją obarcza innych odpowiedzialnością za własne ułomności.

Ryby bowiem głos mają. Jak podaje Michael Conrad na stronie internetowej http://www.hear-the-world.com, poświęconej dźwiękom całego świata, ryby emitują sygnały dźwiękowe. Nie mają wprawdzie właściwych ssakom strun głosowych i znanego nam z autopsji aparatu dźwiękowego, są za to wyposażone w całe skomplikowane systemy zarówno wydawania odgłosów, jak i ich słyszenia! Piękna latająca ryba strewolotka (Dactylopterus volitans), żerująca na dnie morza, warczy i mruczy, by odstraszyć intruzów. Znana akwarystom bocja wspaniała (Chromobotia macracanthus), słodkowodna ślicznotka z Sumatry, wydaje charakterystyczne dźwięki jakby kląskania – i to wcale nie otworem gębowym, ale pęcherzem pławnym. Inne ryby wydają typowe dla siebie odgłosy pocierając różnymi częściami ciała czy ośćmi, a nawet… zgrzytając zębami (nasz znajomy karp zgrzyta „zębami gardłowymi”, znajdującymi się w tylnej części gardła). Badacze udokumentowali już najrozmaitsze rodzaje dźwięków wydawanych przez ryby – od kląskania, gulgotania i pisku przez pochrząkiwanie, buczenie i syczenie aż po cykanie, a nawet szczekanie. Są odgłosy przypominające warkot motoru, a także infradźwięki.

Ryby mają też doskonały słuch. Już Pliniusz Starszy zauważył, że ławice ryb pierzchają na wszystkie strony, kiedy ktoś klaśnie w dłonie. Niemiecki zoolog z okresu międzywojennego Karl von Frisch wytresował małego sumika tak, że ten przypływał na dźwięk gwizdka, wiedząc, że może spodziewać się posiłku. Zdaniem badaczy ryby odbierają otoczenie przede wszystkim za pomocą słuchu i właśnie dzięki dźwiękom pary organizują sobie sytuacje romantyczne, a ławice suną sprawniej niż najlepiej zorganizowana armia.

Oddajmy więc rybom głos

Nie wtrącajmy się jednak w rybie życie prywatne, przyjrzyjmy się natomiast, co ryby mają do zaoferowania nam.  Na szczęście Polacy przekonują się do ryb. Jeszcze 6-8 lat temu konsumpcja ryb w Polsce była alarmująco niska i wynosiła ok. 5-6 kg rocznie. W porównaniu z taką Japonią (40-60 kg rocznie) istna tragedia – a Japończycy mimo swego wyjątkowo stresującego trybu życia słyną ze znakomitego zdrowia i długowieczności. W roku 2008 było już znacznie lepiej – 13,5 kg, a eksperci szacują, że w takim tempie mamy szansę dogonić średnią europejską 22 kg w 2013 roku.

Zastąpienie rybami mięsa, przynajmniej w jakimś stopniu, to jedna ze zmian, do jakich nawołują dietetycy. Ryby zawierają pełnowartościowe i łatwo (znacznie łatwiej niż w mięsie, bo aż na poziomie 96-97%) przyswajalne białka, wartościowe mikroelementy (w tym cenny przeciwnowotworowy selen), witaminy A, E i z grupy B, przede wszystkim jednak bezcenne dla zdrowia nienasycone kwasy tłuszczowe. Specjaliści od zdrowego żywienia szczególnie podkreślają rolę ryb jako podstawowego źródła wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, które m. in. chronią przed miażdżycą i obniżają nadciśnienie, a nie są dostępne w żadnym innym pożywieniu. Znany ekspert w dziedzinie zdrowia dr Jacek Roik podkreśla, że ryby zawierają znacznie mniej niezdrowych nasyconych kwasów tłuszczowych niż mięso, nie wpływają więc na zwiększenie poziomu cholesterolu we krwi. Z rybami odwrotnie niż z mięsem – im ryba tłustsza, tym generalnie zdrowsza, ponieważ w jej tłuszczu znajdują się dobroczynne dla nas NKTT.

Człowiek próbuje zagłuszać ryby

Niestety, i w dziedzinie rybnej człowiek usiłuje poprawiać doskonałą przyrodę. Zatrucie mórz i oceanów oraz intensywne hodowle ryb sprawiają, że nie wszystkie teoretycznie zdrowe ryby są zdrowe. W cennym mięsie i w jeszcze cenniejszym tłuszczu ryb mogą się znajdować toksyczne substancje, zależnie od tego, gdzie ryba żerowała lub czym była karmiona i ile ma lat. Im ryba większa, tym starsza, a to znaczy, że zdążyła w swoim ciele zakumulować więcej toksyn. Popularne w ostatnich latach dalekowschodnie pangi i tilapie pochodzą najczęściej z intensywnych hodowli w Wietnamie, a także w Chinach, i są karmione m. in. tłuszczem rybim – w którym przede wszystkim gromadzą się szkodliwe dioksyny. W przypadku ryb wątpliwego pochodzenia eksperci zalecają więc spożywanie osobników młodych, niedużych rozmiarów. Sprzedawane u nas pangi i tilapie są na szczęście młode, więc nietrujące, są to jednak ryby chude, więc niezbyt bogate w kwasy omega-3.

Mimo tych ponurych rozważań w rzeczywistości ilość szkodliwych substancji, jakie możemy spożyć wraz z rybami, i tak jest bez porównania niższa niż tych, które spożywamy z innymi produktami pochodzenia zwierzęcego. W badaniach przeprowadzonych na zlecenie Departamentu Zdrowia USA spośród wszystkich dioksyn, jakie wprowadzają do swoich organizmów Amerykanie jedynie 6,6% pochodzi z ryb, 35% z mleka i jego przetworów, a aż ponad 50% z mięsa!

W Zakładzie Chemii Żywności i Środowiska Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni, we współpracy z Centralnym Laboratorium Instytutu Zootechniki w Krakowie, Państwowym Instytutem Weterynaryjnym w Puławach i Eurofins Steins Laboratorium w Malborku, przeprowadzono badania składników odżywczych i substancji niepożądanych w rybach morskich i hodowlanych dostępnych na polskim rynku. Badano m. in. zawartość takich szkodliwych dla zdrowia substancji jak m. in. dioksyny i dioksynopodobne, pestycydy chloroorganiczne, polichlofowane bifenyle wskaźnikowe, metale toksyczne, związki cynoorganiczne, środki weterynaryjne i WHO. Prof. dr hab. Inż. Zygmunt Usydus i dr inż. Joanna Szlinder-Richert z Morskiego Instytutu Rybackiego, którzy opracowali wyniki tych badań (publikuje je portal http://www.rybynapolskimrynku.pl), uświadamiają nam, że w dzisiejszym skażonym środowisku dobór właściwej diety rybnej to nie taka prosta sprawa. Żeby np. wprowadzić do swojego menu należytą ilość nienasyconych kwasów tłuszczowych, trzeba by spożywać każdego dnia np. 2 kg pangi albo 1 kg mintaja. Czyli 14 kg pangi lub 7 kg mintaja na tydzień! Temu nie podołałby nawet najwytrwalszy Japończyk. Zdecydowanie łatwiej byłoby postawić na nasze rodzime bałtyckie ryby – do zaopatrzenia organizmu w pożądane kwasy wystarczyłoby spożyć tylko 91 g łososia i 126 g szprota tygodniowo – niestety są to ryby wyjątkowo dobrze chłonące szkodliwe substancje i spożywanie ich nawet w tak niedużej ilości mogłoby się okazać niebezpieczne dla zdrowia. Gdyńscy badacze zalecają więc ograniczenie spożycia tych bardzo zdrowych, ale zatrutych ryb, i zróżnicowanie swojego rybiego menu. Czyli zgodnie z generalną zasadą zdrowej diety – wszystkiego po trochę. W porównaniu przeprowadzonym we wspomnianych badaniach najlepiej wypadł polski pstrąg hodowlany. Dla zalecanej dawki pożytecznych kwasów tłuszczowych wystarczy spożyć ok. 20 dag tej rybki tygodniowo, a ilość wchłoniętych przy okazji toksyn będzie znikoma, niezagrażająca zdrowiu.

Mimo wszystko warto

Ponura prawda o zatrutych przez człowieka rybach nie powinna nas zniechęcać do ich jedzenia. Po pierwsze, na świecie trudno dziś o żywność całkowicie czystą, a w naszym codziennym jadłospisie nie brakuje pokarmów znacznie bardziej zatrutych niż ryby, po drugie zaś, zawarte w rybach cenne substancje znakomicie pomogą organizmowi zwalczać zagrożenia wywołane przez toksyny.

Eksperci w dziedzinie zdrowia zwracają uwagę, że ryby są źródłem dobrze przyswajalnego białka, aminokwasów, niezbędnych do syntezy ważnych elementów strukturalnych organizmu, witamin A, E, D i z grupy B oraz cennych mikroelementów, w tym takich jak jod, selen i fosfor. Witaminy te i mikroelementy są niezbędne dla prawidłowego rozwoju i funkcjonowania wszystkich układów w organizmie – mięśniowego, kostnego, rozrodczego, narządów wewnętrznych. Działają antyoksydacyjnie i spowalniają procesy starzenia się. Umożliwiają prawidłowy rozwój płodu i dziecka karmionego piersią, a pod koniec życia przeciwdziałają demencji starczej.

Jednak zdecydowanie najwartościowszym dla nas składnikiem rybiej diety są kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3, przede wszystkim eikozapentaenowy (EPA) i dokozaheksaenowy (DHA), występujące wyłącznie w rybach. Nawiasem mówiąc inny kwas z rodziny omega-3 – kwas alfa-linolenowy, obecny przede wszystkim jak sama nazwa sugeruje w oleju lnianym, ale także m. in. w rzepakowym i sojowym) – pozwala organizmowi samodzielnie wytwarzać EPA i DHA. Ilu jest jednak wytrwałych konsumentów siemienia i oleju lnianego?).

Kwasy omega-3 są zbawienne przede wszystkim dla serca i układu krążenia: chronią  przed miażdżycą i zawałem, obniżają ciśnienie i zmniejszają krzepliwość krwi, wpływają na należytą zawartość cholesterolu we krwi. Stanowią ważną profilaktykę przeciwnowotworową, zapobiegając przede wszystkim rakowi piersi, prostaty, płuc i jelita grubego, zmniejszają ryzyko zapadalności na te choroby od ok. 8% do ponad 30%. Działają korzystnie na układ nerwowy i odpornościowy. Stanowią doskonałe pożywienie dla umysłu – poprawiają sprawność intelektualną, pamięć, a nawet nastrój, działając przeciwdepresyjnie.
Są niezbędne dla pięknego wyglądu, ponieważ poprawiają też stan skóry, włosów i paznokci.

A skoro o tym mowa…

Ryby mają bardzo wiele do powiedzenia w dziedzinie urody. Kosmetyki produkowane dzięki nim nie mają sobie równych.

Najpierw zaczęto produkować kremy z kawiorem. Podobno pomysł ten zrodził się w głowie pewnej przedsiębiorczej arystokratki, która obserwowała wieśniaczki patroszące ryby. Choć skóra na twarzy kobiet była zniszczona i pomarszczona, dłonie wyglądały pięknie i młodo. I nic dziwnego – kawior tak jak ryba jest bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, aminokwasy, cenne mikroelementy i witaminy A, D, E i F.

Najsłynniejszą linią kawiorową na świecie jest Caviar Collection luksusowej marki La Prairie. Kosmetyki z wyciągiem z kawioru oferują dziś nawet tańsze marki kosmetyczne po niewysokiej cenie – co rodzi rzecz jasna pytanie o to, jak wysoka jest w nich zawartość kosztownego kawioru. Generalnie kawior w kosmetykach ma właściwości głęboko nawilżające i stymulujące procesy odnowy, działa antyoksydacyjnie, a nawet chroni przed szkodliwymi skutkami promieni UV.  Czy korzystanie z takich kosmetyków pozwala poznać pełnię kosmetycznych walorów kawioru? Z pewnością nie, biorąc pod uwagę towarzystwo syntetycznych wypełniaczy, konserwantów emulgatorów etc. oraz fakt, że nie zawierają one „czystego, żywego” kawioru, ale już tylko wyciąg z niego. Mimo to kosmetyki oparte na składnikach pozyskanych z ryb uważa się za najskuteczniejsze preparaty regenerujące.

Niedościgniony rybi kosmetyk

Ucieleśnieniem tej tezy jest kolagen aktywny biologicznie, pozyskiwany ze skór ryb. Technologia ta jest dorobkiem polskich uczonych, przede wszystkim – a jakże – z Wybrzeża. Już w latach osiemdziesiątych XX wieku na trop metody otrzymywania aktywnego kolagenu, wówczas poszukiwanej na świecie już od kilkudziesięciu lat, wpadli naukowcy badający biochemię białek morskich Maria Sadowska, Ilona Kołodziejska i Eugeniusz Krajewski oraz Mieczysław Skrodzki, Antoni Michniewicz i Henryk Kujawa, związani z placówkami naukowymi Gdańska i Gdyni. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku przełomu dokonał biochemik prof. Józef Przybylski, wypracowując metodę hydratacji (uwadniania) kolagenu, pozwalającą mu zachować pełnię aktywności biologicznej.

Kolagen uzyskiwany metodami „szkoły polskiej” jest ewenementem na skalę światową. Poczciwy „kolagen” znany nam dotąd z kosmetyków, np. niedrogich kremów do rąk, ale i kosztownych kremów z wysokiej półki, jest kolagenem już „nieczynnym”, którego ogromne misterne i nietrwałe cząsteczki w procesie technologicznym uległy rozpadowi na drobniejsze peptydy. Ma on pewne walory kosmetyczne, jednak rewolucji w kosmetologii dokonać nie może. W odróżnieniu od polskiego kolagenu aktywnego biologicznie – pozyskiwanego ze skór ryb – który zachowuje konformację przestrzenną i który w ciągu około dekady obecności na rynku dowiódł, że nie ma kosmetyku doskonalszego. Posiada niebywałe właściwości regenerujące, uzupełniające deficyty kolagenu w skórze i sąsiednich tkankach, co sprawia, że zaradzi w przypadku wszelkich kłopotów ze skórą – od zmarszczek i utraty jędrności po problemy z trądzikiem czy skórą alergiczną.

Technologie XXI wieku z szacunkiem dla natury

Kolagen aktywny biologicznie jest godny miana kosmetyku XXI wieku nie tylko ze względu na swoją skuteczność, ale i szacunek dla przyrody, który jest wpisany w technologie jego otrzymywania. Prawdziwy kolagen aktywny biologicznie powstaje bez udziału syntetycznej chemii i bez syntetycznej chemii jest konfekcjonowany. Musi być przechowywany w warunkach aseptycznych i w szklanych opakowaniach, ponieważ kontakt z tworzywami sztucznymi spowodowałby rozpad jego cząsteczek. Najbardziej zaawansowany technologicznie kolagen na rynku AP BIOAKTIV marki ANNA PIKURA nie zawiera konserwantów ani jakichkolwiek syntetycznych dodatków – w jego składzie widnieje tylko sam kolagen, w niektórych preparatach uzupełniony witaminami w postaci czynnej (naturalnymi!). Ma precyzyjnie kontrolowany skład, co nie tylko chroni przed zawartością substancji toksycznych, ale i pozwala uzyskiwać naturalny kolagen aktywny biologicznie o możliwie najwyższej zawartości cennych naturalnych mikroelementów.

W sieci Klinik Odnowy Kolagenowej, którą przed kilku laty stworzyła Anna Pikura, kosmetolodzy wypracowali nowatorskie zastosowania kolagenu aktywnego biologicznie. Okazuje się, że AP BIOAKTIV (bioaktywny kolagen) pod względem skuteczności nie tylko sam zostawia w przedbiegach konwencjonalne kosmetyki, ale i niebywale polepsza rezultaty nowoczesnych zabiegów kosmetycznych, jak liposukcja kawitacyjna, dermomasaż czy rewitalizacja AP, pozwalając dużo szybciej osiągnąć jeszcze lepsze efekty. Jest on kluczowym elementem zabiegów w Klinikach Odnowy Kolagenowej.

Również z inspiracji rybim kolagenem powstała linia selektywnych botanicznych biokremów ANNA PIKURA klasy premium. Czysto roślinny skład sam w sobie daje efekty nieporównywalne z typowymi kosmetykami, jednak zastosowanie biokremów po aplikacji kolagenu AP BIOAKTIV sprawia, że ich skuteczność jeszcze rośnie.

Ryby nie mają głosu? Ten, kto tak twierdzi, nie wie, co mówi.

Artykuly o tym samym temacie, podobne tematy